Każdy kiedyś rysował brzydko

Gdy byłam dzieckiem, żyłam poza czasem. Nic specjalnego, dzieci tak mają – chcą być aktorem Holywood, kelnerem i astronautą. Myślą, że ze wszystkim w życiu zdążą, bo przecież nawet godzina trwa tak długo. Szczególnie, gdy czekają na Roszpunkę w telewizji.

Kiedy uświadomiłam sobie, że nie zostanę księdzem ani lwicą, postanowiłam wybrać lepszy zawód. A raczej zająć się czymś, z czego coś wynika. Tworzyć coś, co jest namacalne. Ewentualnie zapamiętywalne.

Na początku rysowałam kwiatki i żabki. Żabki dlatego, że umiałam, a w kwiatkach wymyślałam różne płatki. Trójkątne, spiralne i serduszkowe. Frajda na maksa. Szczególnie, jak się jest jedynakiem.

Może poszłam w to, bo ktoś mnie kiedyś pochwalił? Albo chwalili mnie, bo dobrze rysowałam? Trudno powiedzieć, co było pierwsze.

Pamiętam, jak w przedszkolu rysowałam ludziom księżniczki. Już wtedy ustawiała się do mnie kolejka dzieci. Gdy byłam starsza, przerzuciłam się na rysowanie Hello Kitty długopisem po skórze znajomych. Koledzy też chcieli! Na wycieczce szkolnej wszyscy zbiegli się do mojej pracy kolorowanej na gipsie w ramach jakiś zajęć plastycznych. Rysowanie nauczyło mnie, że w ten sposób można choć przez chwile znaleźć się w centrum zainteresowania. Wzbudzić w ludziach podziw. To jest niezdrowe, ale chwilami przyjemne.

Poniżej rysunki z podstawówki. Rysowałam to, co widzę, ale nie miałam pojęcia o zasadach prawidłowego rysowania. Jeśli coś wyszło ładnie, to jest to przypadek lub umiejętność kopiowania:

Gdy w podstawówce złapała nas policja

Później lepiłam z gliny. Myślisz, że ją kupowałam? Chodziłam z psiapsiółą po budowach, wchodziłyśmy do niecki przeznaczonej na fundamenty i kopałyśmy w ścianie. Raz stanęła nad nami policja:

– A wy dziewczynki, co tutaj robicie? To niebezpieczne tak wchodzić, a poza tym to teren prywatny. – zagadnął jeden z gliniarzy.
– Eeee…. My właśnie… szukamy gliny!

That makes sense!

Ożwirowaną glinę pakowałyśmy w reklamówki. Później lepiłyśmy u mnie miski i inne żółwie błotne.
To się nazywa darmowa hardcorowa pasja.

Jedyna praca z gliny, której zdjęcie mam. Jej bazą nie jest glina z budowy, ale taka plastyczna, ze sklepu. Praca już się pokruszyła i wyrzuciłam ją kilka lat temu.

Widziałam świat taki, jaki jest naprawdę

Nie rysowałam często, nie uczyłam się wtedy tego robić. Nie miałam żadnej książki czy kogoś, kto przekazałby mi podstawową wiedzę. W takich warunkach kombinujesz sam i… przypatrujesz się rzeczywistości.

Dużo czasu spędzałam, czekając. Przypatrywałam się wtedy przedmiotom. Analizowałam ich krawędzie i materiały. Myślę, że to wpłynęło na to, jak zaczęłam odbierać świat i pomogło mi lepiej rysować.

W końcu, umiejętność rysowania to inne spojrzenie na rzeczywistość. Postrzegania jej taką, jak naprawdę jest, a nie przy pomocy symboli. Zdzierałam powłokę nałożoną przez kulturę na stoły, twarze i zwierzęta. To odzieranie świata z rzeczywistości wyobrażonej jest mi bliskie do dzisiaj.

Gdy ktoś nie kieruje Twoim artystycznym rozwojem, naturalne staje się przerysowywanie. Zaznajamiasz się z rzeczywistością. Uczysz się nut, grasz proste utwory, ale nie umiesz jeszcze komponować.

Oba rysunki przerysowane w podstawówce. Kotek miał być arcydziełem, jednak nie został dokończony.

Przerysowywanie

To jest ten moment, kiedy myślisz, że jesteś artystą, choć tak naprawdę nim nie jesteś. Co mam na myśli? Na poniższych pracach to doskonale widać.

Praca po lewej powstała w podstawówce, jakoś 5 klasa. Praca po prawej powstała w 2 gimnazjum. Co się stało, że moje rysowanie się pogorszyło?

Tak naprawdę i wcześniej nie miałam pojęcia, jak rysować ludzkie twarze. Byłam kserokopiarką, a owa dobrze sobie radzi z przerysowywaniem. Gdy jednak dasz jej zadanie stworzenia czegoś samemu, wykopyrtnie się.

Dlatego klienci, którzy oceniają portfolia artystów na podstawie przerysowanych ilustracji, są pod wrażeniem. Do czasu.

Etap rysuneczków

Nazywam go tak, bo tworzyłam wtedy małe, proste rysunki, które miały być ładne. W ten sposób można zakryć nieumiejętność rysowania, prawda? 🙂

Najlepiej rysować w mangowym stylu, bo przecież jest taki prosty.

Obie prace powstały pod koniec podstawówki. Pierwsza mi się nie podobała, druga już tak. Dzisiaj nie ogarniam, czemu. Przecież to jak wybierać między flaczkami a mięsną galaretą – nie ma sensu się zastanawiać co gorsze. Nie chcesz nic!

Później przerysowywałam proste ilustracje, które nie wymagały cieniowania, ale miały w sobie coś ciekawego. Przekaz chyba. Pokroju raczej mema, ale jednak.

Podpis mART już wtedy musiał być. Choćby były to smarki.

Faza na wróżki

Rzeczy, które odmieniają bieg życia dzieją się czasem przez przypadek. Są nic nie znaczącą książką wygraną w jakimś zaściankowym konkursie. Taką zwrotnicą była dla mnie cienka książka o tym, jak rysować wróżki.

Ilustracje w jej środku były magiczne. Na jej końcu autor dołączył tutorial i na jego podstawie narysowałam te dwie poniższe ilustracje. Wydawały mi się wówczas przepiękne. Dzisiaj patrzę na nie z lotu ptaka i czuję jedynie sentyment, a nie uderzenie piękna.

Wróżki narysowane pod koniec 6 klasy.

Czas na gimnazjum i miłość do Deppa

Chociaż miłość to raczej nie była. Taka trochę z braku laku i śmiem podejrzewać, że raczej chodziło mi o stylistykę Tima Burtona. Depp wpisywał się w nią doskonale.

Etap 3xP, czyli papieru, plasteliny i promarkerów

Zamieszkiwałam wtedy bardzo mały pokój z materacem na ziemi. Naturalne stało się dla mnie urządzanie go tak, by jak najmniejszym kosztem czuć się jak u siebie w domu.

Zaczęłam tworzyć ozdoby z origami. Ptaszki powiesiłam na lampie, a na parapecie, obok pozytywnych cytatów, postawiłam komodę z pudełek po zapałkach. Na kolczyki.

Miałam też krótką fazę na FIMO i plastelinę. Wykonałam kilka takich rzeczy pod koniec gimnazjum i się skończyło. Teraz, pisząc te słowa, dotarło do mnie, że to był pierwszy krok do fascynacji sztuką 3D.

Klikając w podany link dowiesz, się jak potoczyła się moja pasja z grafiką trójwymiarową. Otwórz sobie w nowej karcie, bo to najbardziej poczytny wpis na mym blogu.

Przeszłam fascynacje niemal wszystkimi mediami. Przyszła i faza na promarkery. Spokojnie, rysowałam, nie wdychałam.
Chociaż patrząc po pierwszych pracach…

Pierwsze rysunki nimi były takie sobie. Trudno było mi wyczarować coś pięcioma kolorami. A poza tym nadal nie umiałam rysować z wyobraźni.

To może cyfrowo

Czasem masz jakieś marzenie. Śnisz o nim po nocach, kombinujesz, jak zorganizować zasoby i wyobrażasz sobie, jak będzie fajnie, gdy już to zrobisz.

Tak było u mnie z chęcią spróbowania digitalu. Pierwsze próby były makabryczne. Zobacz, jak zaczynałam rysować myszką i jaki progres zrobiłam od tamtego czasu.

Bo dzisiejszy artysta staje się cyfrowy. Kiedyś miał paletę, farby i sztalugę. Teraz jako atrybuty dzierży kable od tableta, samego tableta i 2 monitory.

Etap liceum, czyli 3 narysowane prace

…w tym jedna na konkurs z polskiego. Nic nie zajęłam, a szkoda, bo praca przypomniała mi, że nadal umiem przerysowywać i cieszyłam się, jak wyszedł mi Linda jako Robak.

W liceum skupiłam się na matematyce i fizyce. Z niczego musiałam nauczyć się wszystkiego, więc rysowanie kwiczało w kącie i czekało na lepszy moment.

Progresu za dużego wtedy nie było – trudno to jednak ocenić, bo na przerysowanych pracach nie za bardzo to widać. Efekt skopiowanych prac zależy mocno od włożonego w nie czasu i staranności. Gdybyś analizował piksel po pikselu Mona Lisę, w końcu narysowałbyś coś łudząco podobnego. Po 20 latach, ale jednak.

Wreszcie uczę się rysować!

Na studiach powiedziałam sobie jak to w tej komedii romantycznej: teraz albo nigdy. I zaczęłam uczyć się rysowania z Proko. Stopniowo ogarniałam podstawowe zagadnienia.

Uczę się na 100% i uważam, że dziedzinę pojęłam, jeśli potrafię w środku nocy w fazie REM narysować stopą dobrą kompozycję. Dlatego mój proces zdobywania wiedzy jeszcze trwa. I myślę, że będzie trwał całe życie.

Teraz moje prace wyglądają tak. Nie wiem, co tu dokładnie zobaczysz, jeśli czytasz ten wpis późno od publikacji. Poniżej wyświetlą Ci się najnowsze prace z mojego Instagrama.

logo mART

Lubię swoje stare rysunki, mimo że są brzydkie. Tym samym uczuciem pałam do zmurszałych pluszaków czy pogniecionych kolorowanek z dzieciństwa. Określają moją drogę, bez nich nie byłabym tam, gdzie jestem teraz.

Nic nie rodzi się od razu piękne. Ale ma szansę takim zostać. W naturze wszystko jest procesem, a nie natychmiastową zmianą.

Messi kiedyś kopnął piłkę po raz pierwszy. Tarantino obejrzał pierwszy film, a Leonardo sięgnął po raz pierwszy sięgnął po ołówek. Może dzisiaj zrobisz coś po raz pierwszy? Nawet, jeśli robisz to od dawna.

2 Komentarze

    • Dzięki wielkie :). Do tych starych prac nadal czuję sentyment, czasem niektóre po latach nadal mi się podobają, a czasem przypominam sobie, jak kiedyś mi się podobały i dzisiaj widzę je inaczej :D. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz