10 mitów o grafikach freelancerach

Transkrypcja

“Nic nie robisz cały dzień”, “Przecież to, co robisz jest takie łatwe”, “Czemu w ogóle bierzesz w takim razie za to pieniądze?”, “Lepiej idź do prawdziwej pracy”, czyli mity które krążą o byciu freelacerem grafikiem. Rozprawimy się dzisiaj z nimi wszystkimi w tym podcaście. Zapraszam!

Zastanawiałam się jak zacząć te odcinek, bo nie chcę, żeby był zbiorem banałów. Wiesz, takim szkolnym wypracowaniem, w którym ktoś daje Ci argumenty, a ty musisz je po kolei obalać. Większość z tych mitów, które podam, to faktycznie większości są to mity, stereotypy, którymi się kierujemy, aby jakoś upraszczały nam odbiór rzeczywistości. 

Pracuję jako freelancer od 2018 roku, równolegle studiując lub pracując, podpatruję też innych freelancerów, więc ujawnię, jak na stereotypy patrzę z mojej perspektywy. 

Tych mitów nie wymyśliłam sama, ale zapytałam na Instagramie moich odbiorców w ankiecie. I faktycznie, większość oscylowała wokół u artysty nieroba, który powinien iść do normalnej pracy, w skrócie.

Zacznijmy od pierwszego mitu.

Trzeba się użerać z klientami i robić 1000000 poprawek

Z ręką na sercu, powiem że nigdy nie miałam sytuacji w której klient byłby jakimś człowiekiem, z którym się totalnie nie da dogadać. Ogólnie uważam, że z 90% ludźmi da się dogadać, a dodatkowo mam podejrzenie, że moja nisza i cennik odsiewa ludzi wyjątkowo problemowych. Zgłaszają się oni bowiem do mnie sami, nie jest im obojętne, kto wykona dla nich portret. Portret nie jest jak papier toaletowy, czyli nieważne z jakiej firmy, oby najtańszy, więc to naturalnie odsiewa klientów, dla których bardziej niż jakość liczy się cena. Jakość zapewniam, wiem teraz, jak powinna wyglądać współpraca, aby klient był zadowolony. Kiedyś jednak nie wiedziałam.

Miałam tylko jedną współpracę, którą kwalifikuję jako najgorszą – moją pierwszą. I było to rzecz jasna z mojej winy. Podjęłam się grafiki wektorowej, którą znałam tylko z teorii. Stwierdziłam, że może być to takie trudne, bo paroma kształtami da się narysować  każdy rysunek jako, że wszystko opiera się na kształtach. I choć szkic wyszedł mi zadowalająco, to potem pojawiły się schody. Nie miałam pomysłu jak pocieniować obiekty w wektorach, a użycie gradientu wydawało mi się kiczowate. Później musiałam znaleźć jakąś darmową grafikę z Internetu tła, ale kompletnie nie miałam pojęcia, gdzie tego szukać, bo widziałam tylko jakieś płatne opcje.  Poprawek było 1000000 i ostatecznie doszło do takiej absurdalnej sytuacji, że siedziałam dnie i noce poprawiając wszystko za stawkę, za którą normalny grafik wziąłby za dwie godziny. Byłam cały czas pod telefonem, które odbierałam kilkanaście razy dziennie i przesyłałam dziesiątki wersji. Kiedy otrzymywałam sprzeczny feedback, modliłam się tylko, aby tylko dotrwać do końca. Mam przeczucie, że gdybym dzisiaj podeszła do tego samego zlecenia, z tą samą osobą, to byłaby to udana współpraca. Po prostu ja nie wiedziałam, jak pracować z klientem, jak w ogóle robić zlecenia. Dlatego się użerałam, a nie pracowałam. 

Ale wracając. Czy z klientami trzeba się “użerać”? To słowo jest nacechowane emocjonalnie. Nie, nie trzeba. To wszystko zależy od Twoich przekonań, charakteru, ego i jak dużą masz cierpliwość. Mnie bardzo trudno wyprowadzić z równowagi. Wierzę, że każdy ma dobre intencje no i chce kupić coś ładnego, więc, nie wymyśla czegoś specjalnie, nie truje Ci liter, ma takie sadystyczne hobby. Zawsze istnieje przyczyna niezadowolenia klienta i Ty jako psycholog, musisz w to wniknąć.

Pamiętam, że raz o logo poprosił mnie chłopak, który uchodził za bardzo trudny charakter. Miał spore problemy z rodzicami, sobą, nie był wcale odpowiedzialny, mówiąc delikatnie. Wiedziałam o tym, ale żaden człowiek nie jest jednowymiarowy. Podjęłam się tego zlecenia. Takie najwięcej uczą.
Na początku wymieniliśmy maile, wszystko niby powiedziane. Wykonałam szkice na podstawie opisu i wysłałam maila z nimi – chłopak wybrał jeden i już miałam przejść do kolejnej części, kiedy okazało się, że jednak cała koncepcja logo jest całkiem inna, a ja już przeszłam do kolorowania.
Zadzwoniłam do niego, bo zaczęłam się gubić, co mam narysować. Okazało się, ze wybranego szkicu odpowiadała mu poza postaci, ale postać miała być całkiem inna. Gdy usłyszałam, jaka, to wiedziałam już, ze może tez trzeba całkiem zmienić, bo to jakby z Tygryska chcieć zrobić Prosiaczka.

Mogłam zacząć się denerwować, że przecież mój szkic odpowiada opisowi i że nie dostałam informacji o gruntownych poprawkach. Ale z drugiej strony włączyłam empatię i czułam, że chłopak nie wie, jak wygląda mój proces od kuchni.
Nie ma pojęcia, że lepiej robić poprawki na etapie szkicu, że kolorowanie zajmuje dużo czasu, więc doprecyzowanie koncepcji nie może odbywać się w trakcie albo gdy rysunek jest skończony, ale na samym początku.
Ogólnie – miał w sumie prawo nie wiedzieć.
Mój błąd.
Kiedy klient jest niezadowolony, przeważnie jest to moja wina lub niczyja wina – lubię w ten sposób myśleć. Bo to myślenie nastraja mnie na dążenie do bycia lepszym – nawet jeśli trafiłby się klient koszmarek, to zawsze istnieje na niego sposób. A raczej mało jest psychopatów, którzy udają się akurat do grafika, nie z zamiarem kupienia pracy, ale żeby popsuć mu krew i sobie pójść, po narobionych zgliszczach. Ja przynajmniej delikwenta nie spotkałam.
Zaskoczyły mnie za to sytuacje klientów Jezusów, którzy są wdzięczni za każdą poprawkę i piszą same komplementy. Takim Jezusem okazał się ostatecznie ten chłopak. Stwierdził, że za logo zapłaci mi podwójną stawkę, bo tyle jest warte i muszę się cenić jako grafik.
No, nie był szablonowy, słowem.

Dobrze zrobiłam, że wtedy do niego zadzwoniłam, by omówić koncepcję, bo zadając dużo pytań wyciągnęłam w końcu wizję z chłopaka. Najciekawsze było to, że on sam do końca nie wiedział, co to ma być – więc z jednej strony chciał, abym kreatywnie do tego podeszła, a z drugiej wiedział, co mu nie odpowiada. Dlatego po godzinnej rozmowie pomogłam mu określić jego wizję, którą stworzyliśmy wspólnie. Pomysł się wyklarował, a ja wiedziałam, co mam rysować. A raczej, wniknęłam w umysł klienta – zobaczyłam, jakimi myśli kategoriami. Co jest dla niego istotne – czy żeby logo było ładne, czy może żeby budziło określone emocje.
Podobnie z portretami – niektórzy wolą disneyowską aurę, a inni, aby postacie były bardziej podobne.

Jeśli masz klienta, który jest niezadowolony, to dlatego, że nie realizujesz jego potrzeb. A co więcej, może nawet nie wiesz, jakie one są. Może chodzić tu o wszystko – nie sam rysunek. Problemem może się okazać, że za wolno lub zdawkowo odpisujesz, przez co klient ma wrażenie, że nie jesteś zaangażowany w projekt. Czasem klient, wie, że coś mu nie pasuje, ale  nie wie co, nie umie tego ująć słowami. Nie zna pojęć tj. perspektywa, skupienie detalu, niedopasowanie kolorystyczne, ale wyczuwa je intuicyjnie, czasem próbuje coś opisać, ale używa nie tych słów i wprowadza Cię w błąd. Np. mówi, że postać powinna mieć większy uśmiech, a Ty wiesz, że nie chodzi o usta, ale oczy, bo to one powinny się bardziej “śmiać”.

Wyczuwaj intencję, a nie działaj jak robot. Twoim zadaniem jest wniknąć w umysł klienta, a nie przepchnąć mu projekt, który niech kupi i z głowy. Czułabym, że to nie byłoby w porządku, że ta karma kiedyś wróci. Lubię, gdy współpraca jest czysta i pozbawiona na końcu “ale”. Klient ma zawsze rację – ale żeby to pojąć, potrzebna jest spora dawka pokory. Gdy przychodzi do Ciebie trudny klient, na początkowym etapie – super, nauczysz się sporo! A jeśli na późniejszym – nie musisz przecież nawiązywać współpracy.

A co jeśli się zobowiążesz i a później klient żąda poprawek za poprawkami?

Ja nie ograniczam poprawek do konkretnej liczby, bo bardziej liczy się dla mnie liczba etapów. Przeważnie jest ich u mnie 4-8, bo sama lubię dać ich więcej dla własnej wygody. Te liczby etapów nie konkretnie są ustalone, bo procesy w moim stylu rysowania zlewają się ze sobą i czasem stworzę luźny preszkic jako pierwszy etap, a czasem od razu szkic z bazowymi kolorami – to, ja wyglądają etapy jest dla mnie intuicyjne i zależy od projektu. Przykładowe etapy to np. szkice, lineart, wybor kolorow, rendering.
W każdym razie na każdym etapie klient może zgłosić nieograniczoną liczbę poprawek. Przeważnie jest ich od 0 do 3, bo naprawdę ciężko wymyślić 100 poprawek na jednym cząstkowym etapie. Łatwiej jest mi otworzyć raz plik i w jednej sesji poprawić 20 rzeczy niż poprawić 2 z jednego maila, 1 z kolejnego i 1 z jeszcze kolejnego. Dłużej wtedy otwierałby mi się Photoshop i zanim weszłabym w trans rysowania, a później bym zapisała, to… no nie opłaca się tego robić na jedną poprawkę. A potem tak samo na kolejną.
Zasadą jest to, że to, co zostało zaakceptowane na danym etapie, już nie poprawiam nigdy więcej. Nigdy nie cofam się z poprawkami do poprzedniego etapu. Tzn. jeśli poza postaci została zaakceptowana na etapie szkicu, a ja już pokolorowałam postać, to nie mogę zrobić bezpłatnie kolejnego szkicu. Jeśli klient nie jest czegoś pewien, np. koloru tła i woli zaczekać z decyzją na koniec, a ja wiem, że mam to na osobnej warstwie, to nie każę podejmować decyzji od razu – niektóre wybory mogą zaczekać.
Najlepiej tworzyć rysunek tak, aby był łatwo przerabialny w razie poprawek. Np. postaci na osobnych warstwach, tło również, aby można było przesunąć elementy względem siebie lub zapisać jako osobne pliki.

Wiem jednak, że wiele osób ma przykre doświadczenia z niekończącymi się poprawkami. Dużo zależy, z kim masz umowę i jak duży jest ten projekt. Jeśli nie mogłabym przeprowadzić klienta przez dobrze znany mi proces, bo np. projekt jest innego typu niż logo czy portret, a dodatkowo jest obszerny i dla jakiejś znanej firmy, to zastrzegłabym ilość bezpłatnych poprawek. Zawsze jednak daję do wyboru kilka wersji, aby było z czego wybierać, a nie tylko poprawiać jedną. To znaczy, że tworzę 3 szybkie szkice, a nie jeden porządny, który zajmie mi tyle samo co te 3. Lepiej działać małymi krokami – jak w Kaizen. Dotrzesz wtedy bliżej do wyobrażeń klienta, bo zbadasz już na początku więcej dróg rozwiązania problemu. Możliwe, że wtedy będzie również mniej poprawek. Sztuką jest znalezienie kompromisu między Twoim gustem a wizją klienta. A im bardziej wizję klienta znasz, tym lepiej dla Ciebie. 

Tylko raz miałam problem z poprawkami – ale widzę, dlaczego ta sytuacja nastała. Wzięłam za mało za zlecenie, które już od razu wyglądało na bardziej obszerne. Byłam zbyt wielką optymistką. Gdybym wzięła odpowiednio więcej pieniędzy, poprawki by mnie tak nie frustrowały, bo nie miałabym poczucia, że opłacalny czas mojej pracy został przekroczony. Myślę, że wycena gra tu wielką rolę, bo chyba mniej irytowały Cię konieczność wielu poprawek, gdybyś wiedział, że czeka Cię wypłata 10 tys., a inaczej niż 500 zł.

Druga przyczyna to to, że jeśli pracuję nad dziełem, którego stylistyka nie za bardzo jest w moim guście, ale bardziej w guście klienta (co już się nie zdarza, bo przychodzą do mnie klienci, którzy zgadzają się na moją stylistykę i wiedzą, co dostaną), to poprawki są bardziej irytujące. Rozwiązanie? Twórz w swoim stylu, ilustracje z podobnej tematyki, którą lubisz. Jak pracujesz nad czymś, co Ci się mega podoba, a rysowanie jest Twoją pasją, to nawet nadprogramowo zrobisz poprawki, bo chcesz wyszlifować swoje dzieło i potem dumnie pochwalić się nim w portfolio. A jeśli projektujesz grafikę na papier toaletowy – to możesz mieć mniejsze morale, aby robić poprawki. Chociaż ja akurat uwielbiam sztukę użytkową, więc nie mam nic do papieru! Okazuje się dobrym przykładem :).

Po trzecie, bardziej będą frustrować Cię poprawki, jeśli rysujesz w nowym dla siebie stylu. Albo wykorzystujesz proces rysowania, który jest Ci obcy. Możesz się zagubić w etapach, nie masz wyczucia ile pracy przed Tobą, nie masz doświadczenia, ile zajmie Ci poprawka i rendering. Dlatego – zdobywaj doświadczenie, a wtedy wycena i ocena czasu poprawek będą dla Ciebie intuicyjne.

To nie praca

Skoro męczy i pozwala zarobić pieniądze, to raczej praca :D. Ale wiem, co się pod tym zdaniem kryje – że to nie jest ta prawdziwa praca. Na etacie. Ta bezpieczna. Ta  zagwarantowana. Bezbolesna. Jedyna słuszna.

Te poglądy rodziców biorą się z troski i przekonania starszego pokolenia, że praca na etacie to jak się zagrzeje to już dobrze będzie i można tak spokojnie aż do emerytury. Nie wszystkie typy osób nadają się jednak na etat – część ma inny tryb pracy, który możliwy do zrealizowania tylko jako freelancer, część pójdzie na etat i zmarnuje swój potencjał, część widzi większy sens w pracy nad własnymi pomysłami, a pewna część faktycznie musi spróbować najpierw czegoś trudnego, aby zrozumieć, że woli jednak etat.

Gorsze niż to, że nie uda Ci się jako freelancer jest to, bez podjęcia próby, pójść do tzw. “prawdziwej” pracy, robić coś wbrew sobie, bo inni gwarantują, że to będzie dla nas lepsze, a potem do końca życia żałować, że się nie spróbowało tak jak w sercu grało. 

Że mają czas na każde zlecenie

Może to nadal pogłos tego stereotypu, że grafik freelancer siedzi w tej jaskini, zwanej swoją pracownią, i nic nie robi. A więc przecież to oczywiste, że musi mieć czas na każde zlecenie! I nawet może się wydawać, że jeśli dopiero zbiera doświadczenie, to ma czas na każde i to jeszcze całuje po rękach klienta, który zechciał się do niego zgłosić. Tak, całuje, ale tylko jeśli zlecenie spełnia założone kryteria – i nie, wcale nie chodzi tu o cenę! Ale to temat na inny odcinek.
Na późniejszym etapie rozwoju, grafik nie może mieć naturalnie czasu na każde zlecenie, bo by nie wyrobił – musi mądrze wybierać, a część wręcz odrzucać z miejsca.

To przekonanie za bardzo szkodliwe nie jest – wystarczy powiedzieć, że się na coś nie ma czasu w grafiku i już przekonanie pryska. 
Jeśli grzecznie odmawiasz klientom, na których nie masz już czasu – to jak to robić to też osobny temat, to nie ma opcji, że będą na Ciebie źli. Nigdy mnie to nie spotkało.

“Nic nie robisz” od rodziny

To pewnie jest nieco podobne do tego, że nie jest to prawdziwa praca. Ale podejdę do tego zdania nieco inaczej. A mianowicie umniejszanie tego, co robisz.

Jeśli słyszałeś kiedykolwiek “Ty znów rysujesz jakieś dziewczyneczki? Ile Ty masz lat?” to znaczy, że rysowanie jest w jakimś sensie gorsze dla osoby wypowiadającej te słowa niż inne aktywności. Pewnie bierze się to z przekonania, że nie da się na tym zarobić, bo gdyby rysowanie uchodziło za zawód prestiżowy jak prawnik, to wszyscy zachęcali by Cię do sięgania po ołówek. Stereotypy jednak nie zawsze przekładają się na finansową znajomość branży.

Drugą przyczyną tego, że ktoś mówi, że nic nie robisz jest to, że zazdrości Ci Twojej wolności w trybie pracy. Np. gdy zaczynam swoje dni pracy jako freelancer, wstaję najczęściej ok. 9-10. Pracuję później 5-6h, czasem więcej, bo uwielbiam pracować w ogóle, ale załóżmy, że pracuję 5h, bo tyle by mi wystarczyło. Faktycznie, dla osoby wstającej rano, i gloryfikującej ten sposób życia, wydajesz się niezłym leniem. Ale chwileczkę, chyba nie chodzi o to, aby być zajętym, ale produktywnym?

Ciuła marne grosze

Postronne osoby myślące o pracy grafika często sugerują się stawkami na etacie. Wtedy zarobki grafika komputerowego oscylują wokół 2,5-3,5 tys. zł netto. Najlepsi zarabiają do 5 tys. To oczywiście mniej niż informatyk junior.

Ale!
Freelancing nakłada na to wszystko dodatkowe wartości.
Na godzinę da się zarabiać naprawdę dużo (od 50 do 200 zł brutto) i nie ma górnego sufitu. Miesięczne zarobki trudno oszacować, bo nie są stałe każdego miesiąca. Dodatkowo zależą od tego, jakie rzeczy tworzysz, dla kogo, ile i jak się wyceniasz.
Trzeba się liczyć, że dużo zjadają też koszty, opłaty i podatki. Wszystkie te rzeczy zależą jednak od rodzaju prowadzonej działalności lub umowy.
Podobnie jest zresztą z płacą brutto na etacie, ale mało osób o tym wie i mówi – temat ciekawie był omówiony w “Finansowym Ninja” Michała Szafrańskiego. Niektóre osoby mają też podejście, że lepiej zarabiać mniej, ale pracować na własnych warunkach, bez stresu i mieć poczucie rozwoju nielimitowanego – bez szklanego sufitu.

W 2021 co 20 freelancer, jak wynika z badania serwisu Useme.com, zarabia 10 tys. zł miesięcznie – dlaczego to nie mógłbyś być Ty? W tej branży dużo zależy od Twoich umiejętności, a zarobki są wyznacznikiem tego, jak Ci idzie. 

Wydaje mi się, że niektóre osoby, które gloryfikują etat, nie chcą poddawać swojej użyteczności tak bezwzględnej ocenie, czyli mierze, jaką jest popyt i podaż – to werdykt niewidzialnej ręki rynku. Ta miara jest jednak sprawiedliwa – sprzedajesz słaby produkt, nikt go nie kupi; nie umiesz się reklamować – nikt nie kupi; rozwiązujesz problemy klientów – niewidzialna ręka rynku wtedy Cię pogłaszcze. Nie liczy Twoich godzin pracy. Nie możesz zrzucić odpowiedzialności za zarobki na szefa, bo one zależą bezpośrednio od Ciebie.
Ta odpowiedzialność jest czymś najcudowniejszym, budującym, satysfakcjonującym, o ile sobie ufasz i wiesz, że dasz radę i zawsze coś wymyślisz. Taka postawa niesłychanie kształtuje charakter. Jest jednak trudna, bo musisz iść bardziej kamienistą drogą. Na końcu jednak będziesz mieć lepszą kondycję i lepsze widoki do podziwiania.

Gdybyś miał zapamiętać jedno zdanie z tego podcastu niech będzie to to: Robiąc rzeczy trudne, zyskujesz więcej motywacji. Do życia, do działania, do wszystkiego. Zaczynasz świat mały brać w dłonie i wyciskać jak owoce.

Przecież to takie łatwe

Doprawdy jeśli ktoś tak uważa, niech pierwszy chwyci za ołówek! Rysowanie jest tak samo trudne, albo łatwe, jak inne dziedziny.

Uczyłam się matematyki, fizyki, jestem programistką, czyli robię coś, co dla wielu uchodzi za czarną magię. I naprawdę nie widzę choć krzty przesady w stwierdzeniu, że rysowanie jest tak samo trudne i wymagające jak te dziedziny.

Wystarczy rozejrzeć się w Internecie – może jest i wielu grafików, ale czy naprawdę jest wielu dobrych, którym mógłbyś zlecić np. zilustrowanie Twojej gry fantasy?

Trudno mi wymyślić kontrargumenty do tego, że rysowanie jest łatwe, bo nie umiem sobie wyobrazić, dlaczego ktoś mógłby tak sądzić. Jeśli wiesz albo sam tak twierdzisz, nie krępuj się – napisz do mnie ;).

Poprawka, może dlatego, że z rysowaniem bardziej kojarzymy dzieci. To one dostają kolorowanki i rysują w formie rozrywki. Mam wrażenie, ze niektórzy podobnie lekceważąco podchodzą do sportu. 

Nic nie zrobił, a chce pieniądze

To jest ciekawe przekonanie, które nieco łączy nam dwie kropki razem. Jedną jest “graficy nic nie robią”, a drugą “chce pieniądze”. Tak jakby stereotyp “graficy nic nie robią” był na tyle aktywny, że przekreśla wszelkie ich dokonania, pracę i wartość. Jakby nie było sensu płacić grafikom? Bo… oni nic nie robią, to przecież wiadomo. Więc jak mogą chcieć pieniądze?

Tak logika choć prosta, to bierze się znów z przekonania, które omówiliśmy wcześniej, że cytując kolejne przekonanie, które mi przesłaliście “to przegrywy które muszą zabrać się za prawdziwą pracę”.

W otoczeniu taki przekonań, trzeba mieć stalowe nerwy, aby być grafikiem freelancerem – ale pamiętaj, gdy idziesz pod prąd i robisz coś więcej, społeczeństwu bardzo często się to nie podoba.
Próbują ściągnąć Cię do tego, abyś działał jak wszyscy, bo wtedy mogą bardziej przewidzieć Twoje ruchy, a nawet porozmawiać z Tobą na podobne tematy – chcą, byś był jak oni.
To jest bardzo silne, dlatego często idąc tą alternatywną drogą, decydujesz się na to, że będziesz znosić czyjeś dezaprobatę, zazdrość czy pogardę.
O wiele smutniejsze jest dla mnie granie pod dyktando wbrew swojej woli niż wyłamanie się ze schematu.

Pamiętaj, że te schematy, zależnie od Twojego otoczenia, mogą być bardzo silne. Jeśli jednak jestem w dobrym stanie i mam siłę znosić te emocje ciągnięcia w dół, wzmacnia to mój charakter. Traktuje tę sytuację jako okazję do nauki.

Wracając do “nic nie zrobił, a chce pieniądze”. Często wśród grafików panuje taki kwaśny inside joke, że przychodzi do Ciebie klient, który chce abyś go narysował za darmo.
Ciekawe, ale wciąż wiele osób utożsamia pracę grafika z pasją i tym, że przecież nie ma znaczenia co będzie rysował, skoro i tak to robi. A to przecież trochę tak jakby poprosić programistę, który chce ćwiczyć po godzinach nową technologię, aby napisał Ci apkę w technologii, którą już zna.
Albo kolegę psychologa, który i tak z tobą rozmawia, aby zrobił Ci darmową terapię, bo przecież to uwielbia i rozmowa to rozmowa.
To prawda, niektórzy graficy podejmują się rysowania za darmo, prosząc np. swoich obserwatorów o podesłanie zdjęć. To jednak inna sytuacja, to ONI dyktują warunki, to ONI wybierają zdjęcia, to ONI decydują, co chcą ćwiczyć i nie robią żadnych poprawek. To tak jakby programista lub psycholog sam zaoferował Ci, czy nie zgodzisz się na to, abyś podał im jakiś problem do rozwiązania, bo chcą ćwiczyć na żywym use casie.

Jeśli przedstawiasz swoją markę jako solidną, wspominasz o cenniku, wartości swojej pracy, to nie spotkasz się z takimi wiadomościami na charytatywność. Zauważyłam, że częściej takie sytuacje będą dotyczyć nie klientów z instagrama, ale bliskich Ci osób, które chcą, abyś im “coś” na szybko narysował – nie proponują Ci za to wynagrodzenia, ale dozgonną wdzięczność lub inne benefity. Jak to tego tematu podchodzić, to temat Nil albo raczej Amazonka, bo ma więcej dopływów.

Wracając. Być może takie zdanie ‘nic nie zrobił, a chce pieniądze” faktycznie dotyczy sytuacji, w której grafik nic dostarczył umówionego efektu finalnego, znacznie odbiegającego od prac w portfolio, tak jakby robił je inny człowiek. Bywa, że chce wtedy pieniądze za swoje godziny pracy, które, umówmy się, są nie do sprawdzenia. Taka sytuacja jest niedopuszczalna, ale spokojnie – rynek sam usunie takiego delikwenta – czy to negatywnymi opiniami klientów albo pogrąży się on sam. Dlatego zawsze warto mieć portfolio lub dobrą umowę, aby klienci wiedzieli, co dostaną. I faktycznie dostarczać im efekty.

Może być tak, że klientom wydaje się, że rysowanie prostego logo nie wymaga czasu, bo to przecież parę kresek – do narysowania w minutę. A to przecież lata zdobywania wiedzy, wykonanie wiele różnych szkiców + wymyślenie pomysłu. W przeciwieństwie do barokowych świątyni, sztuką tej dziedziny, nie jest to, aby jak najwięcej dodać ładnych rzeczy, ale aby jak najwięcej odjąć, zachowując przekaz. Tworzenie logo to kulminacja dla ludzkiej efektywności – na pracę składa się to, czego nie widać – czyli pomysł, a godziny pracy nie sprawiają, że logo będzie bardziej skomplikowane i przez to lepsze. Czasem ktoś, kto ma lepszy pomysł wykona logo w 5 minut i będzie lepsze niż tego, co wykonał w 20 godzin. To dla etatowców wydaje się niesprawiedliwe, ale to jest bardziej spójne z tym, jak działa świat – liczy się nie to, ile się napracowałeś, ale co z tego wynika.
Dla tych ludzi niesprawiedliwe będzie też to, że Lewandowski zarabia tyle pieniędzy, a przecież tylko kopie piłkę. A także to, że niektórzy potrafią zarobić na giełdzie w dzień więcej niż ktoś w cały miesiąc. Nie biorą pod uwagę że ich wynagrodzenie to też premia za ryzyko, które podejmują.

Wiele osób, szczególnie w dobie konsumpcjonizmu, umie zrobić dokupując i dodając, ale czy łatwo przychodzi nam decyzja, co należy zabrać? Nie każdy potrafi ubrać przekaz w ciekawą, szczególną dla oka formę, dlatego loga potrafią kosztować tysiące dolarów. Za logo Pepsi zapłacono 1 mln, a za BBC 1,8 mln.

Podobnie – ludzie nie mają często świadomości, ile czasu zajmuje rysunek, ale to też nie ich wina – potrzebna jest większa edukacja na ten temat. Bo później krążą takie przekonania, że “stworzenie portretu to żaden wysiłek, a graficy nas naciągają”. Ujęłabym to tak, że to praca manualna i kreatywna jak każda inna, od heblowania stołów, po projektowanie budynków i… programowanie! Wymaga oczywiście wysiłku i skupienia.

Boli go kręgosłup

To akurat nie jest mit! Bo od siedzenia przed komputerem akurat kręgosłup potrafi boleć. Albo ramię.
Jednak większość dzisiejszych prac polega na siedzeniu przy komputerze albo na innym nienaturalnym obciążaniu sylwetki, np. staniu cały dzień. Nawet sportowcy nie mają lekko, bo wyczynowo robiąc dany sport narażeni są na kontuzje, które wychodzą na starość. 

Graficy są często bardziej nachyleni, bo nie patrzą przeważnie w monitor na wprost, więc ich odcinek szyjny jest bardziej obciążony. Jednak – podobnie obciążamy szyję patrząc w smartfona, tak czy siak – powinno się robić ćwiczenia i przerwy

Że pracują 24/7 a i tak zarobki w granicach najniższej krajowej

Są tacy, co faktycznie tak robią, a są tacy, co nie muszą. To wszystko zależy od Twojego pomysłu i efektywności zarabiania. Nie jest łatwo przełknąć tą prawdę, ale to, ile zarabiasz zależy od Ciebie. Jeśli pracujesz za dużo – podwyższ ceny, będziesz mieć mniej zleceń, a zarobisz tyle samo. Możesz też zastanowić się nad zmianą niszy.

Grafik siedzi sam w domu ze swoimi kotami i powoli dziczeje

Nie jest dlatego to praca dla każdego – jeśli nie lubisz pracować sam we własnej jaskini i lepiej czujesz się jako open-space’owy prowokator dyskusji, nie idź drogą freelancera.
Myślę jednak, że o takim zawodzie często myślą ludzie, którzy faktycznie uwielbiają pracować sami, w domu. Nawet im potrzebni są jednak ludzie, więc muszą włożyć nieco więcej wysiłku w to, aby przebywać wśród nich.

Mogą chodzić wieczorem na grupowe zajęcia na siłowni, rozmawiać częściej przez telefon, brać udział w grupach master-mind – czy to online czy na żywo i częściej umawiać się ze znajomymi w tygodniu.
Mnie współczesny grafik kojarzy się z osobą z tatuażami i kotami :D. Może w jakiś sposób te koty zastępują im ludzi.

Okazuje się, że stereotypów jest sporo i można by z nich ułożyć archetyp grafika nieroba, który mało zarabia, a gdy już szuka zleceń i jakieś dostanie, to każe sobie płacić horrendalne sumy za narysowanie paru kresek.

Przeczucie mi mówi, że taki grafik alla bananowe dziecko, nie przetrwałby na rynku dłużej niż tydzień, a skoro jednak tak żyje latami, bo stereotyp przecież jest aktywny, to chyba ma z czego i jak? 😀

To prawda, zarobki nie są stałe, ale w tej dziedzinie da się osiągnąć dość stabilny poziom, tzn. otrzymywać regularnie zlecenia, znać sekwencję swojej pracy i wiedzieć, jak się wyceniać. 

Mniej jest to oczywiste, bo nikt nie mówi, jak to osiągnąć. Nie widzimy freelancerów tak często jak etatowców – w spożywczaku, u lekarza, w samolocie. Nasi rodzice raczej nie byli freelancerami. A freelancing nie byłby wcale taki dziwny, gdyby wszyscy pracowali na takich zasadach. Wystarczy sobie go nieco w głowie odczarować i poznać sposoby na to, aby wdrożyć go sensownie. Już teraz wiele pracy przeszło na zdalny tryb po pandemii, a ludzie przebranżowili się szybciej niż kiedykolwiek w historii. Widok osoby pracującej z domu już nikogo tak nie dziwi.

A ja, rozglądając się po freelancerach, widzę, że to często ludzie odważni, nieco buntowniczy, którzy zdecydowali iść pod prąd, którzy dużo serca i czasu wkładają w kształcenie siebie. Faktycznie, część z nich narzeka, ale oni albo nie znaleźli jeszcze sposobu na godziwe zarabianie, albo są typem narzekacza, który narzekałby też i na etacie, albo skończą niedługo być grafikiem. Część grafików też nie narzeka – to zależy od człowieka.

Więcej o tematach freelancingu już niedługo w podcaście mARTystyczne oraz w newsleterze (subscribepage.com/ebookdlagrafika). Ten odcinek w formie wpisu znajdziesz na blogu szufladamart.pl
Na koniec życzę Ci, aby Twój freelancing był free, to znaczy wolny od tych dzisiejszych stereotypów. 

Pa!

Dodaj komentarz